Poranne spacery
Powiew świeżego powietrza, delikatny podmuch wiatru, praktycznie puste ulice i pies kroczący obok, napawający się rześką atmosferą poranka. Czy jest coś lepszego niż spacer z rana?
Krążymy sobie osiedlami, przecinamy ulice pełne domków jednorodzinnych, wskakujemy na różne rzeczy, biegamy za badylami, popisujemy się sztuczkami przed napotkanymi dziećmi (jakoś sobie upodobały Rivera, i cóż mogę poradzić? On wręcz uwielbia maluchy, a skoro obydwie strony się cieszą - jedna, bo piesek podał łapę, a druga, bo właśnie w pysku znalazł się kawałek kabanoska - to czemu miałabym im to odbierać? :)) i siadamy na skwerkach, ławkach czy zwalonych kłodach po prostu ciesząc się chwilą.

Kocham brać Rivera na spacery rano. O siódmej, ósmej. Wszystko jest wtedy takie spokojne, dopiero budzące się do życia, jednak ja czuję się pełna energii. Na dodatek Bestyj, dalej nie rezygnujący z prób ciągnięcia - może tym razem jednak zadziała? - sprawia, że ciągle przyspieszam kroku. No dobra, trochę przesadzam, bo po kilku miesiącach naszych ćwiczeń smycz napina się może kilkanaście razy (i to delikatnie) na ponad godzinnym spacerze, co dla nas jest ogromnym sukcesem.
Nie wiem co poranki mają w sobie, ale gdy rozpocznę dzień przechadzając się po okolicy (no i trochę biegając, bo Rivek to uwielbia), gdy przysiadam na niewielkim trawniku pokrytym rosą i obserwuję, jak ten Czarny Potwór obok mnie gryzie badyl, czuję się po prostu szczęśliwsza. Nie wyobrażam sobie lepszego początku dnia, niż taki - wstaję, na szybko ubieram się w cokolwiek (no dobra, zakładam po prostu zwykły strój) i wychodzę z pokoju, gdzie wita mnie merdający ogonem Chaos. Tulkamy się chwilę, wkładam mu na pysk Halti (taki kantar, przeciwdziała ciągnięciu. Na pewno powstanie o nim post), zapinam smycz. Uzupełniam zapas smaczków w spacerowej nerce z logiem Dolnego Śląska (ciekawe, czy wyglądam w niej jak dres?) i wychodzimy.Krążymy sobie osiedlami, przecinamy ulice pełne domków jednorodzinnych, wskakujemy na różne rzeczy, biegamy za badylami, popisujemy się sztuczkami przed napotkanymi dziećmi (jakoś sobie upodobały Rivera, i cóż mogę poradzić? On wręcz uwielbia maluchy, a skoro obydwie strony się cieszą - jedna, bo piesek podał łapę, a druga, bo właśnie w pysku znalazł się kawałek kabanoska - to czemu miałabym im to odbierać? :)) i siadamy na skwerkach, ławkach czy zwalonych kłodach po prostu ciesząc się chwilą.
Duży Potwór wygląda tu trochę jak kupka nieszczęścia,
ale był po prostu zmęczony, bo zaszliśmy wyjątkowo daleko ;)
Polecam takie poranki każdemu. Nie dość, że pies będzie spokojny od samego rana po porządnym spacerku, Wy zaliczycie dawkę ruchu, to po prostu jest to cudowny sposób na zaczęcie dnia. Piąta, szósta, siódma, ósma - wybór należy do Was.
Życzę Wam wielu cudownych wypadów! ;)
Pozdrawiamy,
Julia i River


Komentarze
Prześlij komentarz