Kiedy wreszcie jest tak, jak miało być


A nawet lepiej!



"River!" - rozległo się wołanie naszej znajomej z osiedla. Dziewczynka miała około jedenastu lat i nie raz bawiła się z moją Bestią - on naprawdę kocha dzieci i całkowicie mu ufam w tej kwestii - jedynce co muszę zrobić, to kontrolować, by nie zalizał kogoś przypadkiem na śmierć ;)
Jednak nie o sam fakt wołania chodzi, a o to, jak zareagował mój pies. Zamiast w dziewczynkę, zaczął wpatrywać się we mnie. Szukał odpowiedzi, oparcia, pozwolenia na działanie.
Zastanawiam się, czy kiedyś Bestyj przestanie mnie zaskakiwać tym, jak w coraz to inny sposób okazuje swoje zaufanie i miłość.
Tak naprawdę, całe jego psie życie mam wrażenie, że wchodzimy na nowe poziomy relacji. To prawda, pokochałam go od pierwszego wejrzenia. Poczułam więź między nami, to było jasne, piękne i oczywiste. Ale od kiedy zaczęłam z nim ćwiczyć, namiętnie spacerować uliczkami, robić masę fajnych rzeczy - a na dodatek wczytywałam się coraz bardziej w książki na temat bahawiorystyki i nauczyłam się chociaż części jego psiego języka i sposobu myślenia - po prostu widziałam na własne oczy, jak bardzo zbliżamy się do siebie i dowiadujemy się o sobie coraz to nowych rzeczy.
Wiadomo, to wszystko był, jest i nadal będzie proces. Nic nie dzieje się z dnia na dzień. Jednak było kilka takich momentów, w których poczułam, że jest cudownie, a z każdą chwilą tylko lepiej.
Na przykład? Gdy zasypialiśmy razem na jego posłaniu, a ja z ciekawości udawałam, że śnią mi się jakieś koszmary - robiłam to po psiemu, czyli ruszałam ciałem co jakiś czas i popiskiwałam. Jakie było moje zdziwienie, gdy River praktycznie po kilku sekundach postanowił mnie obudzić. Lizał mnie po twarzy i zaczął jojczeć po riverowemu "Pani, obudź się, chyba znowu matma ci się przyśniła!" ;D Skończył dopiero, gdy otworzyłam oczy i zaczęłam się rozglądać.
Coś innego? Gdy Bestyjka zasypiając na moich kolanach zaczęła się trząść i popiskiwać, niczym ja w poprzednim przykładzie, podstawiłam mu pod nos moją dłoń. Poczułam, że - nadal śpiąc - ją wącha, po czym natychmiast się uspokaja. To było coś niezwykłego, że właśnie mój zapach dał mu wytchnienie i rozładował stres. Zresztą, muszę się przyznać, że ja mam tak samo. Gdy go przytulam i czuję jego seterzą woń, od razu czuję się spokojniejsza. Uwielbiam, gdy jest przy mnie.
Do trzech razy sztuka? Pewnego dnia, gdzieś w środku tygodnia, około jedenastej, wyszliśmy na spacerek. Uznałam, że jest tak spokojnie, że mogę go puścić, by sobie pohasał. Przywołuję, proszę o siad, odpinam halti od smyczy. "Biegaj!" - rzuciłam tylko, a River praktycznie uniósł się w powietrze z radości :) Rozpoczął się seterzy galop, jeden z najpiękniejszych widoków na świecie. Czarna smuga pędzi do przodu, po cichym i ogrodzonym osiedlu, między drzewami, zaparkowanymi śpiącymi autami i wronami. I nagle - STOP! W sensie nie ten znak, ale nastąpił właśnie nagły zwrot, Bestyj stanął i wpatrzył się we mnie. Ani drgnie, tylko patrzy mi prosto w oczy. Zanim zdążyłam się zastanowić nad tym, jaki jest cel jego nagłego postoju, zawołałam do niego "River, biegaj!" a on rzucił się w dalszą drogą. Kilkanaście metrów dalej to samo. Po prostu na mnie czekał, chciał się upewnić, że idziemy dalej, a gdy chowałam się za drzewem, od razu zawracał i szukał mnie tak długo, aż wreszcie z wielką radością rzucał się w moje objęcia. On chciał być przy mnie. Z własnej woli. Nie dlatego, że musi, że ogranicza go smycz. Po prostu chce. To jest tak niesamowita rzecz, taka świadomość, że pies naprawdę nas kocha, potrzebuje i pragnie mieć obok siebie. Że udało nam się zbudować taką relację. My to zrobiliśmy, razem.

Życzę Wam wiele radości, miłości i czasu spędzonego z Waszymi psiakami! Do następnego wpisu!

Pozdrawiamy,
~Julia i River


Komentarze

Popularne posty